Przeczytałem podręcznik do InSpectres. Zasady, chociaż minimalistyczne, zdają się wspierać kolaborację nie tylko na linii MG-gracze, ale też gracze-gracze. Ostatecznie okaże się dopiero jak zagram.
(…) in our society action is all-important — inaction is seen as lazy and passive and unproductive. However, sometimes too much action is worse than no action at all. You can run around crazily, all sound and fury, but get nothing done. Or you can get a lot done — but nothing important. Or you can hurt things with your actions, make things worse than if you’d stayed still.
Przeczytałem Microscope, podręcznik do gry RPG bez MG. Rozmachem tworzonych historii przypomina mi Archipelago, chociaż tutaj rozpiętość czasu i przestrzeni może być o wiele większa. Podobnie jak w Fiasco można tu skakać dowolnie w czasie i przestrzeni, a główną pomocą w czasie gry są sukcesywnie zapisywane karty. Zasady dotyczące kolaboracji wyróżniają się na tle innych gier. W Microscope za każdym razem gracz musi dodać element fikcji do gry, nie jest to opcjonalne jak w Fiasco (wybór Establish/Resolve), czy w FATE (Deklaracje). Co ciekawe, w Microscope brakuje opozycji. Większość tego co opowiada każdy z graczy w swojej turze jest ostateczne i nie do podważenia. Gra w ten sposób skupia się na tworzeniu historii, a nie na pokonywaniu przeciwności, co wyróżnia ją na tle innych gier bez MG jak Polaris czy wspomniane już Fiasco.
Skończyłem czytać “Władcę much”.
“Od początku wiedziałem, że coś jest nie tak z tymi cenami.” :D
Przeszedłem pierwszego Fallouta, ściągniętego z okazji promocji na gog.com. Grafika nie zestarzała się, choć proporcje ekranu niewspółczesne. Po tylu latach wciąż wiele z niej pamiętałem, brakowało więc trochę tego zadziwienia i imersji. Obszary teraz wydają się mniejsze i bardziej puste niż za dawnych czasów, ale tak to już jest jak się dobrze coś zna. Przejście zajęło też niewiele czasu, dokładnie tydzień (chociaż można i w 10 minut). Postać z wysokim HtH okazała się zupełnie grywalna. Ach, dobrze czasem wrócić do klasyki.
Czy jest jakaś różnica dla pomordowanych, sierot i bezdomnych gdy szalona destrukcja bywa ukrywana pod nazwą totalitaryzmu czy świętym imieniem wolności i demokracji? Zasada oko za oko uczyniłaby wkrótce cały świat ślepym. Jest wiele powodów, dla których jestem przygotowany na śmierć, ale nie ma żadnego, dla którego gotów byłbym zabić.
Lot’s of great ideas there. And it seems Oz is a language worth learning and I should definitely read Concepts, Techniques, and Models of Computer Programming.
Food for thought in the form of quotes:
Both observable nondeterminism and named state are cases where it is important to choose a paradigm that is expressive enough, but not too expressive. (…) Each of these two concepts is sometimes needed but should be left out if not needed. The point is to pick a paradigm with just the right concepts. Too few and programs become complicated. Too many and reasoning becomes complicated. (page 15)
[In most languages] the use of closures is hidden inside the language’s implementation and is not available directly to the programmer. If done carefully this can be an advantage, since the implementation can guarantee that the closures are used correctly. (page 25)
The main advantage of named state is that the program becomes modular. The main disadvantage is that a program can become incorrect. It seems that we need to have and not have named state at the same time. How do we solve this dilemma? One solution is to concentrate the use of named state in one part of the program and to avoid named state in the rest. Figure 12 shows how this design works. The bulk of the program is a pure function without named state. The rest of the program is a state transformer: it calls the pure function to do the actual work. This concentrates the named state in a small part of the program. (page 29)